
(...) Zdaniem ekspertów przyczyną jest niedobór czterech monet. 5 zł, 2 zł, 1 zł i 50 gr. stanowią zaledwie 9,3 proc. wszystkich metalowych pieniędzy. Reszta - aż 90 proc. - to 1-, 2-, 5-, 10- i 20-groszówki. W strefie euro monety o najwyższych nominałach (50 centów, 1 euro i 2 euro) to 17,5 proc. wszystkich, a więc statystycznie występują prawie dwa razy częściej. To dlatego Belg i Portugalczyk nie mają porannych problemów z bułką.
"Emitent polskich monet widocznie nie wie, jakie są potrzeby rynku" - mówi DZIENNIKOWI ekonomista Andrzej Sadowski. "Utrzymywanie sytuacji, w której jednogroszówki to blisko 37 proc. monet nie ma sensu" - dodaje.
Eksperci przekonują, że NBP powinien postępować zgodnie z rozkładem Gaussa i uwzględniać to, że największe zapotrzebowanie jest na nominały środkowe. 50-złotówki, którymi raczą Polaków bankomaty, to za duże nominały, a 10-groszówki, którymi dostają resztę w sklepach, są za małe. "Skrajnych nominałów powinno być stosunkowo mniej" - mówi DZIENNIKOWI ekspert Centrum im. Adama Smitha Ireneusz Jabłoński.
Błąd NBP jest tym większy, gdyż urzędnicy banku nie wzięli pod uwagę, że w ciągu ostatnich kilku lat na polskim rynku pojawiły się tysiące automatów, które pożerają 1-, 2- i 5-złotówki. Na polskich ulicach brakuje tymczasem maszyn do rozmieniania pieniędzy.
W Narodowym Banku Polskim usłyszeliśmy proste wyjaśnienie: "Z uwagi na gromadzenie przez ludność drobnych monet w domach mogą występować czasowe niedobory niektórych nominałów monet.”
| « poprzednia | następna » |
|---|



